Dzisiaj podzielę się z wami poezją Bolesława Leśmiana, która stanowi dla mnie kwintesencje, ekstrakt sztuki. Niewielu istnieje takich artystów jak on, którzy wyciągają z piękna piękno, śpiewają słowiczym śpiewem (zdaje się pleonazm, lecz trudno inaczej to przedstawić). Patrząc na część pierwszej strofy:
"motyl, co walczył zgrozą aksamitów
Z pachnącą bzem wiecznością - zmarł ciszkiem na marchwi.", wyobraźmy sobie wrażliwość tegoż twórcy. Motyl, który walczy zgrozą aksamitów (delikatnością wstążkowych skrzydeł; refleksem, pluskiem lotu) z wiecznością, która pachnie podmiotowi lirycznemu bzem. Motyl, który przemija w zapachu kwiatów, który zatraca swoją "duszyczkę" w bujnej różnorodności sadu, aż umiera na marchwi, a ta, z kolei, jest czymś fizycznym, materialną orbitą. Dla mnie to coś pięknego. Leśmian chwyta nieuchwycone i wyciąga najgłębsze sentymenty naszego życia. Czytając go zwiedzamy świat nieokiełznany, żyjący własnymi prawami, naturę, a dokładniej jej najcichsze wibracje duszy. Resztę odkryjcie sami. :)
Tamten
Sad, błyskając sękami, cieniście się martwi,
Że trawom ciąży zwiewna niedola błękitów -
I że motyl, co walczył zgrozą aksamitów
Z pachnącą bzem wiecznością - zmarł ciszkiem na marchwi.
Czy pamiętasz młodości dzielny czar? A dalej -
Otchłań wiosny, w niebiosy tak luźnie oprawną?
Albo to - jak ciał naszych pragnęła głąb alej?
Bo mnie wciąż się wydaje, że to tak niedawno!
I któż wówczas nie wierzył w rozpęd naszych łodzi?
W rozwarte dłonią naszą do zaświatów bramy?
Dziś ta wiara już mija - i my z nią mijamy...
Nie! Nie mogę zapomnieć, żeśmy byli młodzi!
Widzę siebie - tamtego, co w łzach się nie zmieścił -
I w nicość wywędrował, wołany daremnie!
Wszakże pieszczę cię dotąd tak, jak tamten pieścił...
A ty wstecz się doń garniesz, choć widmem jest we mnie,
Ale jego widmowość nie całkiem jest pusta -
On się jeszcze odradza na zgliszczach i w dymie!
I gdy mnie - dzisiejszego - całujesz, śniąc, w usta -
Tamten we mgle się budzi - i szepce twe imię!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz