sobota, 19 maja 2012
Koszmary, Goya
Dzisiejszy sen był pełen paskudztw i osobliwości. Sen typu "Ja uciekam, a wszystko jest ode mnie szybsze". Człowiek budzi się sam i żyjąc już w realności nadal ma instynkty, odczucia skierowane do wewnątrz (do świata przebytego snu). Czuje się utkwionym w podświadomości bardziej niż zwykle. Sen jest teatrem naszej duszy, to właśnie w nim sprawdzamy nasze aktorskie predyspozycje. Wszystko jest nierealne, ale jest ta wyższa siła, która każe nam w to wierzyć, wszystko jest niewydarzone, ale "coś" nam każe w tym uczestniczyć. Najlepiej (wg mnie) koszmary (te przyśnione i rzeczywiste) ujął w swoich pracach Francisco Goya. Lekko spozierając chociażby na "Staruchę i śmierć" od razu przypominają mi się rysy moich najtrwożliwszych snów, po których gorączkowo i impulsywnie się budziłem. Ów obraz jest pełen nerwowych, obłędnych "ruchów". Coś się dzieje przez mgłę, coś, czego nie chcielibyśmy pamiętać. Z myślą o "Saturnie..." rodzi się od razu przerażenie typu: "Dlaczego mój umysł tworzy takie obrazy (sny)?", "Dlaczego psychika tak lubuje sama siebie nadwyrężać?" czy "Do jakiego jeszcze bestialstwa jesteśmy skłonni?".
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz