Po wczorajszej imprezie "bezokazjonalnej" raczej dzisiaj nic pulchnego intelektualnie nie wykrzeszę. Ale za to dodam jeden z wierszy, który się znajduje w moim tomie poezji pt. "Kontrasty", o którym była mowa wcześniej. Mój aktualny stan psychiki jest analogiczny.
Zwiedzać
Wybryzgłem w kosmosy- wygnaniec ziemski,
Rafy asteroid, perły gwiezdne, diamenty,
Dość mi było próżnej, ziemiańskiej klęski,
Podróż mi ta marzeń spłaci alimenty.
No i lecę, płonę, cierpki wszechświat dyszy,
Nie dziw, iż się wtula w srebrnych błysków zorze,
Bo pusto tu i brudno, smutno w takiej ciszy,
Brak wschodów, zachodów, jednako w każdej porze.
Mgielne kurze stubarwnych galaktyk,
Dzielnie odgrywają dreszczy akinezję,
Znajome nieznajomych aktorskich praktyk,
Tętnem pyłów wietrznych eksponują finezję.
Minęły stulecia, wszechświat piętrzyć się kończy,
Dalej nicość- zbiegają się wszystkie ganki,
Oko wytężam- tchnieniem reszty kończyn-
-A tam Bóg… świat tworzy dla swej kochanki…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz