poniedziałek, 21 maja 2012

Praca Fauna


Kolejny dzień pełen biegu. Praca licencjacka mnie goni (jej tytuł: "Muzyka impresjonizmu w kształtowaniu wyobraźni"). Wsłuchany w "Pan i driady" K. Szymanowskiego postanowiłem teraz CHWILĘ wyluzować tyłek, identycznie jak Faun, leżąc na kwiecistym podłożu, będąc otoczonym brzdękaniem robaczków naziemnych i śpiewem istot latających przy wtórze rozkołysanych drzew. Jeszcze brakuje mi tylko fletni pana, żeby wygrać tą sielankową melodię, która się snuje od 1:50 i obfituje w błogość, nieskończoność (coś jak toń rosy i jej wdzięk, drgającej na liściach kwiatów). Faun oczywiście też ma rozterki, a mianowicie driady, nimfy drzew, które wabią, podniecają instynkty, powiększając chuć bożka płodności, który z kolei próbuje je złapać - wszystko bezskuteczne. Ucieleśnienie idealnego piękna czmycha Satyrowi równie szybko, jak je dostrzegł, w szmerze liści.
 Jak w dni pełne bogactw można skupić się nad monotonną pracą (przynajmniej częściowo żmudną)?  Posłuchajcie...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz