Z miliona pomysłów i z resztki sił wyskrobię dzisiaj jeszcze jednego posta. Nazwałem go "Obłęd", gdyż to słowo chodzi mi po głowie, gdy myślę o wykorzystaniu tematu katolicyzmu we współczesnej sztuce (nie chodzi o "pioseneczki", które są wyświetlane na mtv, ale o sztukę (mówiąc delikatnie) większego pokroju-jak muzyka poważna). Podejmując się tego tematu, od razu nasuwają mi się dwa nazwiska, (lecz po dłuższym zastanowieniu jest ich o wiele więcej) a mianowicie W. Kilar i W. Wencel. Jeżeli chodzi o konkretne dzieła, to, (tu się może powoli nasuwać pewna doza oburzenia, że 22letni "gówniarz" szasta nazwiskami i podważa katolicyzm, ale proszę o chwilę cierpliwości) tego pierwszego, 2-ga część "Pierwszego koncertu fortepianowego", (z "błyskotliwym" pomysłem) a tego drugiego, połowa twórczości (jeśli nie więcej). Może zrodzić się pytanie: "O co MI właściwie chodzi?", na tego typu pytania odpowiem (bezczelnie) również pytaniem: "A o co chodzi w tej świętobliwej, bogobojnej otoczce?" lub "O co chodzi tej katolickiej sekcie, ślepo tworzącej dzieła dla Trójcy Świętej?". Mogło to zabrzmieć dosyć ostro, aczkolwiek niezmiernie oczekiwałbym odpowiedzi na swoje pytanie(a). Katolicyzm jest sporą częścią naszej historii sztuki, (różnie traktowanym przez różne okresy stylistyczne) więc czemu by w niego nie ładować i w XXI w.? Czy może- odnowa metafizycznych doznań związanych z Biblią? Jeżeli tak, to smutno stwierdzam, iż wykonane to zostało w słaby sposób. Teksty P. Wojciecha wzruszać mogą zagorzałych księży albo staruszków, albo innych maniaków organizacji ekonomicznej jaką jest Kościół (i tu chwyt reklamowy) W porównaniu dodam, iż utwór Jana Kochanowskiego: "Czego chcesz od nas Panie?" tworzy we mnie wzruszenie, dogłębne (podaję to, aby podważyć swoją "herezję").
A z przyjemniejszych rzeczy, (sztuki imającej się pospolitych, acz pięknych tematów) zapraszam do porównania sobie wiersza Paula Verlaine`a pt. "Clair de Lune" z kompozycją C. Debussy`ego(o tożsamej nazwie, utworzonej na podstawie poezji Verlaine`a).
Paul Verlaine
Twa dusza jest jak jakiś park szczególny,
Gdzie błądzą maski i pajace grzeczne,
Przy lutni dźwięku wiodąc tan okólny,
Smutne- pomimo szatki niedorzeczne.
Miłość zwycięską i dni życia jasne Sławi piosenka ich, srebrzyście brzmiąca. Ale nie wierzą, zda się, w szczęście własne; Śpiew ich się miesza ze światłem miesiąca,
Z blaskiem , co smutnie lśni, piękny i szklanny. W którym śni drzewo i ptak czarnopióry I łkają dreszczem zachwytu fontanny, Smukłe fontanny, dżdżące na marmury.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz